Jezus Chrystus Król Wszechświata – godność, która przenika historię i dzisiejsze życie Kościoła
Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata, obchodzona w ostatnią niedzielę roku liturgicznego, jest jednym z najbardziej teologicznie nasyconych wydarzeń w kalendarzu Kościoła. Choć jako święto została ustanowiona dopiero w XX wieku, jej korzenie zanurzone są głęboko w Biblii, tradycji Ojców Kościoła i w duchowej intuicji pierwszych wspólnot chrześcijańskich. W rzeczywistości uroczystość ta jest zwieńczeniem całego roku liturgicznego — szerokiej opowieści o Bogu, który w Jezusie Chrystusie objawia swoje panowanie nie poprzez potęgę militarną czy siłę polityczną, lecz poprzez miłość, która wyzwala, uzdrawia i stwarza na nowo.
Kiedy wczytujemy się w Księgi Starego Testamentu, nie sposób nie zauważyć, jak mocno zakorzeniona jest w nich tęsknota za Królem idealnym, sprawiedliwym i dobrym. Postać Mesjasza wyrasta z obietnicy danej Dawidowi: że jego potomstwo będzie panować „na wieki”, że Bóg sam wzbudzi Króla, który nie tylko poprowadzi Izrael, ale obejmie panowanie nad całym stworzeniem. Psalmy królewskie, proroctwa Izajasza, Micheasza czy Daniela ukazują wizję władcy, który przyniesie pokój nie polityczny, lecz duchowy — pokój, który wynika z panowania Boga w sercu człowieka. W tych starotestamentowych obrazach, czytanych dziś przez Kościół w świetle Ewangelii, rozpoznajemy zapowiedź Jezusa Chrystusa: Tego, który w pełni objawił, co znaczy „królować” według Bożego zamysłu.
Nowy Testament nie pozostawia wątpliwości co do królewskiej godności Jezusa. Już przy Jego narodzeniu Mędrcy ze Wschodu pytają o „nowo narodzonego Króla”, a Maryja słyszy podczas Zwiastowania, że Jej Syn odziedziczy „tron Dawida i będzie panował na wieki”. Wjazd Jezusa do Jerozolimy, pełen pokory i cichej godności, jest publicznym uznaniem Jego królowania, choć niezrozumianego jeszcze przez tłum. Najpełniej jednak królewskość Chrystusa objawia się w wydarzeniu, w którym po ludzku wygląda On najbardziej bezsilnie — na krzyżu, gdzie wobec drwin prześladowców odsłania się prawdziwa natura Jego władzy. To właśnie tam Chrystus ukazuje siebie jako Króla, który nie rządzi przemocą, lecz miłością zdolną przemienić serce łotra, jeszcze w ostatniej chwili otwartego na łaskę. Paradoks krzyża polega na tym, że z władcy odrzuconego i wyszydzonego objawia się Ten, któremu „dana jest wszelka władza na niebie i na ziemi”.
Pierwsze pokolenia chrześcijan nie miały wątpliwości, że Zmartwychwstały jest Panem dziejów. W katakumbach i starożytnych mozaikach Chrystus ukazywany jest jako Pantokrator — Władca i Utrzymujący świat w istnieniu. Ojcowie Kościoła, od Ireneusza po Augustyna, opisują Jego królowanie jako powszechne, nieutracalne i pełne miłosierdzia. Ich myśl jest zadziwiająco aktualna: Chrystus króluje nie tam, gdzie człowiek podporządkowuje się zewnętrznym regułom, lecz tam, gdzie poddaje swoje życie prawdzie, dobru i łasce. Królewskość Chrystusa jest więc czymś znacznie głębszym niż politycznym symbolem — jest duchową rzeczywistością, w której człowiek odnajduje sens, wolność i pełnię istnienia.
Choć prawda o królewskiej godności Jezusa była zawsze żywa w liturgii i teologii, dopiero w 1925 roku papież Pius XI ustanowił odrębną uroczystość poświęconą Chrystusowi Królowi. W encyklice Quas primas papież wskazywał, że świat po I wojnie światowej, ogarnięty kryzysem moralnym i politycznym, wznosi nowe bożki: ideologie, nacjonalizmy, kult siły i absolutną władzę państwa. W obliczu narastającego laicyzmu papież wzywał, by przypomnieć ludziom, że istnieje tylko jedno królowanie, które przynosi prawdziwy pokój — królowanie Chrystusa, oparte na prawdzie, sprawiedliwości i miłości. Ustanawiając święto Chrystusa Króla, papież chciał upomnieć świat, że społeczeństwa zapomniały o prymacie Boga, a ludzkie serca oddały się innym panowaniom: władzy, pieniądzom, ideologiom i namiętnościom.
Jednak znacząca zmiana dokonała się po Soborze Watykańskim II, kiedy Paweł VI przeniósł uroczystość na ostatnią niedzielę roku liturgicznego i nadał jej pełny tytuł „Jezus Chrystus, Król Wszechświata”. Umieszczenie tego święta na samym końcu roku liturgicznego jest niezwykle wymowne. Wskazuje bowiem, że cała historia — od stworzenia, przez dzieje Izraela, narodzenie i życie Jezusa, aż po czasy Kościoła — zmierza ku jednemu celowi: ku ostatecznemu objawieniu królowania Chrystusa w chwale. To królowanie nie jest już symbolem ani jedynie duchową intuicją; jest zapowiedzią rzeczywistości, która nastanie, gdy Chrystus „będzie wszystkim we wszystkich”. Liturgia końca roku, z jej eschatologicznym charakterem, staje się więc nie tylko przypomnieniem, ale i obietnicą: pewnego dnia historia dopełni się w Chrystusie, Królu wieków.
Współczesne nauczanie papieskie jeszcze bardziej pogłębiło rozumienie tego królowania. Jan Paweł II wielokrotnie przypominał, że Chrystus jest Królem, ponieważ objawił człowiekowi prawdę o jego godności. Królowanie Jezusa nie polega na dominacji, ale na wyzwoleniu człowieka z niewoli grzechu, lęku i śmierci. Papież Polak zwracał uwagę, że Jezus króluje przez miłosierdzie — im bardziej człowiek pozwala przeniknąć swoje życie łasce, tym bardziej Chrystus staje się Panem tej przestrzeni. Benedykt XVI dodawał natomiast, że królewskie panowanie Chrystusa ma charakter paschalny: Chrystus króluje, bo przeszedł przez śmierć i otworzył drogę do życia wiecznego. Jego tronem jest krzyż, Jego koroną miłość, Jego berłem pokora, a Jego zwycięstwem — zbawienie świata.
W teologii i duchowości współczesnej królowanie Chrystusa odczytywane jest zatem przede wszystkim jako rzeczywistość przemieniająca człowieka od wewnątrz. Króluje tam, gdzie zostaje przyjęty, gdzie człowiek dopuszcza Go do swojego życia, gdzie pozwala, by Jego słowo, Jego łaska i Jego miłość kształtowały sumienie. Uroczystość ta wzywa więc do rachunku sumienia: czyje panowanie faktycznie kieruje moim życiem? Czy jest to Chrystus, czy może świat, opinia innych, moje ambicje, lęki lub słabości? Uznanie królowania Jezusa jest jednocześnie uznaniem prawdy o sobie samym — o swoim zagubieniu, ale także o swojej godności dziecka Bożego.
Dlatego uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata jest nie tylko dogmatycznym przypomnieniem, ale przede wszystkim zaproszeniem. Kościół zaprasza wiernych, by w Chrystusie odkryli Pana, który nie zniewala, lecz daje wolność; który nie narzuca się siłą, ale puka do drzwi serca; który nie dominuje, lecz służy; który nie niszczy, ale ocala. Ta uroczystość jest także spojrzeniem w przyszłość — ku dniu, w którym Chrystus objawi swoje królowanie wobec wszystkich narodów, a świat zostanie przemieniony przez Jego światło. Jest to nadzieja, która nadaje sens dziejom, a jednocześnie nadaje sens codzienności. Wiedząc, że Chrystus jest Królem Wszechświata, wierzący nie poddaje się ciemności i zwątpieniu; wie, że jego życie zmierza ku spotkaniu z Tym, który króluje na wieki.